Marcin Błaszkowski


W Lesznie jest godzina 20:12:29
Mamy teraz wiosna.

Dziś jest Sobota 30 maja 2020, Imieniny Ferdynanda, Gryzeldy, Zyndrama


Serwis używa cookies aby zapamiętać otwartą sesję i ewentualne dane o logowaniu. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Serwis nie zapisuje ciasteczek do profilowania reklam lub śledzenia użytkownika.



Dzień w raju...

... czyli wizyta w Colonia del Sacramento


Colonia del Sacramento jest miastem w południowym Urugwaju. Znajdują się tam najstarsze zabytki urugwajskiej architektury, więc przyciąga wielu turystów, choć ze względów oczywistych, głównie tych z Nowego Świata.

Z Montevideo, stolicy Urugwaju, do Colonia de Sacramento kursuje bardzo dużo autobusów. Przejazd nie jest problematyczny, choć o bilety siedzące nie jest łatwo. Tak też się mi się przydarzyło, że nie miałem szczęścia dostać miejsca innego niż stojące. Połowę ze 180 km, musiałem stać. Jednakże nigdy nie ma tego złego, co dobrego by nie przyniosło. Stojąc lub może kolebiąc się na parą młodych ludzi, usłyszałem, że mówią do siebie po niemiecku. Oczywiście długo nie trwało, by ich zaczepić i wymienić kilka słów. Nie mogę utrzymywać, że byli rozmowni. Wymienili kilka zdań zaledwie, bardzo mało znaczących. Z całej rozmowy zapamiętałem tylko jeden szczegół, który potem ponownie zagościł w mojej głowie, choć nie mogę być pewien, czy był to gość mile widziany. Mianowicie zapytałem, dla jakiej przyczyny przyjechali do Urugwaju, bo przecież nie jest to miejsce, do którego zwyczajowo podróżują Europejczycy. Kobieta odpowiedziała mi, że wujek jej towarzysza niedługo po wojnie przeniósł się do tego kraju. Powodów przeprowadzki z Niemiec do Urugwaju podać nie umiała, wzdrygając ramionami, a mężczyzna raczej był skłonny, by oglądać krajobrazy za oknem niż by odpowiadać na niepotrzebnie zadawane mu pytania.

Dojechałem. Dworzec autobusowy znajduje się obok stosunkowo dużego portu promowego, skąd przez ogromnie szeroką rzekę, Río de la Plata, kursują statki do Buenos Aires. Ale mnie ten kierunek nie interesował tak bardzo, jak „sakramencka” starówka.

Szybko udało się znaleźć nocleg, choć nie można powiedzieć, że pensjonaty urugwajskie należą do tanich. Można ich ceny porównać bardziej z cenami niemieckimi niż ukraińskimi. Jeśli natomiast chodzi o standard, to jedynie ci, którzy narzekać lubią, zwyczajowo narzekać powinni.

Colonia del Sacramento powstała jako przystań portugalska w 1680 r. Od początku była miejscem spornym pomiędzy Królestwem Hiszpanii i Królestwem Portugalii. Portugalczycy ją założyli, ponieważ chcieli mieć port położony na zachód, z którego mogliby łatwo handlować z hiszpańską Ameryką. Poza tym miejsce stwarzało okazję prowadzenia nie całkiem pokojowych wypraw. Spór toczył się pierwotnie o to, na czyim terytorium miejscowość została założona. Zarówno Hiszpanie, jak i Portugalczycy postanowienia traktatu z Tordesillas dzielącego świat na terytoria wpływów obu królestw, rozumieli całkiem inaczej i linię demarkacyjną targali a to na zachód, a to na wschód. Awantury, także zbrojne, o to, do kogo ma należeć to miasto, czasem z próbami wciągania w rozgrywki papiestwa, później także z udziałem wojsk portugalsko-brazylijskich, trwały aż do 1828 r., kiedy to Colonia del Sacramento została ostatecznie włączona do niepodległego państwa urugwajskiego.

Starówka miejska do 1968 r. była miejscem zaniedbanym. Mieszkali tam jedynie ci, którzy albo nie mogli się stamtąd wynieść albo byli zainteresowani ciemną stroną życia, która tam mogła kwitnąć. Inicjatywy społeczne i wparcie polityczne uczyniły ze starej części Colonia del Sacramento tak piękne miejsce, że w 1995 r. zostało on wpisane na listę dziedzictwa ludzkości UNESCO.

Dzisiaj jest to miejsce o tak pięknym wyglądzie, że nierzadko jest wykorzystywane jako plener filmowy. Najbardziej znanym filmem tam nagranym jest De eso no se habla (O tym się nie mówi) z 1993 r., w którym grał Marcello Mastroianni.

W miejscach odwiedzanych przez turystów wpływy portugalskie, hiszpańskie a także postkolonialne z jednej strony mieszają się ze sobą, z drugiej - są wyraźnie wyeksponowane. Miasto ma zaledwie dwadzieścia kilka tysięcy mieszkańców, starówka jest na tyle mała, że można ją przejść niemal w kilka chwil, o ile nie ma się zamiaru czegokolwiek podziwiać, ale – co na początku wydaje się niesamowite – ma kilka muzeów. Z czasem okazuje się, że muzea zwiedzić można bardzo szybko i nie należy się obawiać, że nie zdąży się tego zrobić w ciągu jednego dnia przy sprawnym poruszaniu się.

Punktem centralnym jest oczywiście rynek. Dla kogoś z naszej części świata wydaje się on od razu dziwny i fascynujący. Jest to wielki plac, ale nie jest pusty, ale wysadzony roślinnością. Nie są to rabatki, z ostro kończącymi się granicami ale coś, co może przypominać park angielski z nieznaną, kolorową florą. Są tam stare drzewa o grubych pniach, palmy, najróżniejsze krzaki, czy średniej wielkości drzewa o intensywnie kolorowym kwiatostanie. Domy, które w naszych oczach spełniają rolę kamieniczek nie mają fasad z rzeźbieniami, attykami, czy podobnymi ozdobami. Mają często jedną kondygnację, płaski dach, ale za to kolor ram okiennych bywa bardzo kontrastujący z kolorem fasady, co już przykuwa oko. Kolejne pięknie okwiecone rośliny przed domem, powodują, że całość jest tak piękna, że trudno się nie zatrzymać. Tutaj można doprawdy pomyśleć, że zostało się wpuszczonym na wycieczkę po raju.

Przy rajskim rynku znajdują się aż cztery muza. Najstarsze z nich nazywa się casa portuguesa, czyli dom portugalski. Jest to jeden z pierwszych budynków, który zbudowano w mieście i który się, być może przypadkiem, zachował. W domu znajduje się zaledwie sypialnia, pokój dzienny, kuchnia. Zebrano tam przedmioty stwarzające atmosferę pierwszych lat kolonialnych. Inne muza to muzeum marynistyczne oraz kolejne dwa muzea ukazujące artefakty życia codziennego pozyskane z wykopów, remontów, czy prowadzenia przebudowy domów. Każde z tych muzeów to najczęściej jedno, bądź dwa pomieszczenia. Nieczęsto więcej. Jednak wszystkie z nich są czyste i przyjemnie zorganizowane.

Ulice historycznego centrum miasta są kamieniste. Turystki na wysokich korkach muszą po prostu zrozumieć, że korki to nie kule, że można je zdjąć i zostawić w hotelu. Taki manewr pozwala im jednak na odkrycie kolejnych widoków, które tylko potwierdzają zasadność 40 lat prac nad renowacją tego wyjątkowego miejsca.

Nad starówką góruje dawna wieża kościelna, którą jednak zaadaptowano na latarnię morską, gdy klasztor stanął w ruinach. Można na nią wejść i podziwiać zarówno wody Río de la Plata, jak i pięknie zadbane domy, ogrody, podwórza i kamieniste ulice.

Urugwajczycy potrafią zadbać o swoje miasto. W miejscach, gdzie zjawiają się turyści, można znaleźć wiele ozdób, które prowokują do fotografowania: samochody z lat trzydziestych, stare wozy, na których stoją okwiecone donice, metalowe przedmioty rolnicze, kuźnicze… cokolwiek ma wartość, co przykuwa uwagę i nadaje wyjątkowy „smak” Colonii.

Brzeg rzeki Río de la Plata graniczy ze starówką. Zatem domy, które z jednej strony są kamienicami, mogą z drugiej strony posiadać ogród. Widok tych ogrodów znów wywołuje zawrót głowy. Roślinność widowiskowo porastająca skały na brzegu, wdziera się na posesje. Na posesjach – znów okwiecone, różnokolorowe krzaki, czy drzewa dające nieco cienia. Wszystko intensywnie zielone, pachnące. Wydaje się, że takich ogrodów nie powstydziłaby się sama Semiramida.

Wędrując po ulicach Colonii trudno poczuć, że ma się już jej dość. Poszczególne ulice widziane raz z jednej strony, raz z drugiej wydają się być jak całkiem nowe i dotychczas nieodwiedzane. Miejscowość, choć turystyczna, nie stwarza tak nieprzyjemnego wrażenia, jak zatłoczona milionami turystów Praga. Choć turystów wielu, o miejsce w restauracjach nietrudno i to w takich, z których można swobodnie obejrzeć najstarszy kościół w Urugwaju, czy doskonale wyeksponowane ruiny domu pierwszego zarządcy miasta.

- Tak, jestem szczęściarzem, że mogłem przyjechać do tego raju na ziemi. – Można pomyśleć. W raju jednak też nie wszystko się poukładało. Tak i tutaj jest coś, co niepokoi Europejczyka przez pokolenia straumatyzowanego historią jego kontynentu. Trochę jak fałszywy dźwięk w najlepszym chorale Bacha, albo jak zadraśnięcie na obrazie El Greco pojawia się pytanie, wywołane spotkaniem w autobusie: Dlaczego ludzie, którzy innym zgotowali na ziemi piekło, mogli dostąpić uprzywilejowanego miejsca w ziemskim raju?

Zdjęcia.:
port promowy
rajski Rynek (5 zdjęć)
dom portugalski (czerwony dom, także w rynku)
"zwykła" kamienista uliczka
muzeum portugalskich kafli (azulejos)
widok na centrum miasta z latarni morskiej
dom na brzegu rzeki
ruiny domu pierwszego gubernatora miasta



Zdjęcie: Dzień w raju... Zdjęcie: Dzień w raju... Zdjęcie: Dzień w raju... Zdjęcie: Dzień w raju... Zdjęcie: Dzień w raju... Zdjęcie: Dzień w raju... Zdjęcie: Dzień w raju... Zdjęcie: Dzień w raju... Zdjęcie: Dzień w raju... Zdjęcie: Dzień w raju... Zdjęcie: Dzień w raju...



ostatnie zmiany wykonane 2013-08-24 16:13:34
,






opis stopki