Marcin Błaszkowski


W Lesznie jest godzina 16:41:36
Mamy teraz zima.

Dziś jest Piątek 28 lutego 2020, Imieniny Ludomira, Makarego, Wiliany


Serwis używa cookies aby zapamiętać otwartą sesję i ewentualne dane o logowaniu. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Serwis nie zapisuje ciasteczek do profilowania reklam lub śledzenia użytkownika.



A co nam po tym?

...czyli o malarzu, który schody pomalował
Moje zainteresowanie regionalistyczne przywiodły mnie do poznania książki autorstwa Brigitte Bulla o pewnym malarzu z Góry. Tytuł tej książki, w tłumaczeniu na język polski, brzmi Śladami Paula Stankiewicza 1834-1897, ponowne odkrycie śląskiego malarza obrazów kościelnych i historycznych oraz wydawcy. Tytuł oczywiście długi i opisujący to, co książka może zawierać. Sam tytuł nie zwrócił mojej uwagi na tyle, ile okładka książki. Wśród miast, w których miał działać malarz i które wymieniono znalazło się Leszno. Każdy ślad nieodkrytej leszczyńskiej historii jest dla mnie cenny, dlatego też książkę nabyłem nie wiedząc, że zacznie się od tego ciekawa historia.

W trakcie lektury książki dowiedziałem się, że w Lesznie zanadto śladów Stankiewicza nie ma, ale do tematu jeszcze wrócę. Zaimponowało mi jednak, że autorka wydobyła po kilku latach prac archiwalnych wiele interesujących faktów o zapomnianym malarzu, przeniosła go z niebytu do obiegu historii kultury. Może nie było by w tym nic tak bardzo interesującego, gdyby nie to, że część jego istotnych dzieł znajduje się na terenie Polski. Dodać należy – dzieł znalezionych, bo na początku badań pani Bulla, nikt ich wcześniej nie notował. W tej chwili znane jest około pięćdziesięciu obrazów Stankiewicza ale wiele z nich dzięki uporowi autorki książki „wykopano” z archiwów i skatalogowano. Oczywiście większy zbiór dzieł daje możliwość lepszej oceny wartości poszczególnych obrazów, jak i samego malarza. Poza tym można pragmatycznie stwierdzić z polskiego punktu widzenia, że jej praca przyczynia się do poznania fragmentu dziedzictwa narodowego naszego kraju choć nikt tej pracy nie opłacił. Niestety także nie docenił, ale o tym niżej.

Myślę, że nie każdego zainteresuje to, gdzie znajdują się poszczególne obrazy Stankiewicza i którego z członków rodziny królewskiej przedstawia. Zainteresowanych zachęcam do zapoznania się z książką, a skupię się jedynie na tym, co dla polskiego odbiorcy sztuki może mieć znaczenie.

Jednym z pierwszych punktów poszukiwań śladów Stankiewicza w Polsce był Wałcz koło Piły, gdzie w kościele św. Mikołaja, znajdują się cztery obrazy tego malarza. W kościele pierwotnie, co można stwierdzić dzięki starym zdjęciom, znajdowało się pięć dzieł artysty. Jedno z nich zginęło i obecnie można podziwiać obraz Marii przekazującej różaniec św. Dominikowi, Józefa z dzieciątkiem Jezus, św. Mikołaja oraz św. Wawrzyńca. Jak się dowiadujemy z książki zdobycie wiadomości i dokumentacji fotograficznej z Wałcza było niestety związane z niemal całkowitym brakiem zainteresowania z polskiej strony.

Kolejnym, prawdopodobnie najważniejszym śladem Paula Stankiewicza w Polsce są tzw. Święte Schody w Górze na Dolnym Śląsku. We wspomnianej książce B. Bulla napisała o tym miejscu, jednak nie będąc w Górze, pozostawiła temat otwarty. Został on zrealizowany dopiero w sierpniu 2013 r., kiedy to ukazała się jej kolejna książka poświęcona malarzowi. Książka nosi podobny tytuł, jednak z dopiskiem „Część 2”. W książce znajdziemy kilkadziesiąt zdjęć wykonanych w Górze, a przedstawiających Święte Schody, kościół, kaplicę grobową i drogę krzyżową. Przesłanie wcześniej zdjęcia, przywiodły panią Bulla do Góry, co pozwoliło jej na napisanie tekstu drugiej części książki. Skracając wywody, pozwolę sobie, zgodnie z zamysłem napisać tylko o tym, co dla polskiego miłośnika sztuki i kultury jest ważne.

Mianowicie Paul Stankiewicz miał odnowić Święte Schody w cmentarnym kościele Bożego Ciała w Górze. Okazało się, że nie tylko odnowił obrazy już istniejące, ale także skorzystał z możliwości by puste ściany na sklepieniu ozdobić swoimi dziełami. Jest ich kilkanaście. Innym interesującym miejscem jest całkowicie zaniedbana kaplica cmentarna obok kościoła. W jej wnętrzu na sklepieniach i na ścianach znaleźć można przepiękne freski. Wprawdzie nie można tam znaleźć podpisu Paula Stankiewicza, jednak sposób malowania i podobieństwo kształtów do innych dzieł, w innych miejscach, praktycznie bez wątpienia pozwala na potwierdzenie autorstwa Stankiewicza. Zdaniem autorki książki kaplica grobowa jest jednym z najbardziej interesujących dzieł artysty, ponieważ jest dziełem, które wyszło w pełni spod jego ręki i jest kompletną przestrzenią przez niego zaplanowaną. Prywatnie B. Bulla przyznała, że kompleks kościoła, kaplicy grobowej, drogi krzyżowej oraz tzw grupy ukrzyżowania w Górze, ma wyjątkową wartość artystyczno-historyczną i z tego względu zasługuje na szczególną uwagę i opiekę. Niestety także i w Górze, podobnie jak w Wałczu, B. Bulla nie spotkała się ze zrozumieniem. Władze miasta Góry nie zainteresowały się bliżej tym, co autorka książki może im zaoferować. Ani kontakt przed przyjazdem przez miasto partnerskie, ani przyjazd, ani wydanie książki o Górze nie było w stanie poruszyć samorządowcami. Paula Stankiewicza - malarza, który wymalował Święte Schody, władze górowskie chyba raczej biorą za pracownika firmy remontowej a nie artystę-malarza, który staje się znaną postacią w kulturze Europy, zupełnie nie rozumiejąc, że może stać się sposobem na pozyskanie środków na odnowienie zabytków z nim związanych a dzięki temu o górowskich skarbach można mówić w dwóch krajach a nie w obrębie jednej parafii rzymskokatolickiej w jednym z najbiedniejszych powiatów Dolnego Śląska. Na szczęście proboszcz parafii w Górze wyraził zainteresowanie kontaktem i współpracą z B. Bulla.

Wrócę jeszcze w kilku słowach do drugiej części książki B. Bulla. W trakcie swoich poszukiwań i badań pozyskała ona kontakty historyków sztuki, także naukowców. Jednym z nich jest emerytowany profesor teologii z Tybingi Joachim Köhler, urodzony zresztą także na Śląsku, bo w Wałbrzychu. Prof. Köhler jest opiekunem badań B. Bulla nadając im wymiar naukowy. Wygłosił zresztą interesujący wykład na temat obrazów z Góry w Poczdamie, podczas prezentacji drugiej części książki. Ważną postacią w temacie malarza Stankiewicza jest także historyk sztuki Bernhard Mieth. We wspomnianej książce znalazł się bardzo obszerny rozdział jego autorstwa pt Kompozycja i ikonografia wielkiego obrazu z Góry. Przyznać należy, że próba wprowadzenia obrazu z Góry do kultury europejskiej pod nazwą wielki obraz z Góry napawa radością, bo budzi ciekawość.

O ile mi wiadomo, książka miała ukazać się w dwóch językach: po polsku i po niemiecku. Pieniądze na tłumaczenie i wydanie polskie miały pochodzić od sponsorów niemieckich. Wobec całkowitego braku zainteresowania tematem ze strony polskiej, zrezygnowano z ambitnych planów wydawniczych i książka ukazała się jedynie po niemiecku.

Kolejne ślady Stankiewicza sięgają miasta Resko w powiecie łobeskim, w Województwie Zachodniopomorskim. Tam, w 1842 r. Carl Sprengel założył instytut rolniczy, w którym realizował nowatorskie pomysły dzięki wsparciu prezydenta Pomorskiego Towarzystwa Ekonomicznego, Ludolpha von Beckendorffa. Jako że von Beckendorff był katolikiem, także dzięki jego wsparciu miejscowość stała się centrum diaspory katolickiej w Prusach – zbudowano tam w XIX w. kościół katolicki, dom starców i szpital. Dla uczczenia 50 lecia powstania instytutu w 1881 r. postawiono obelisk poświęcony pamięci Sprengela. Obelisk stoi w Resku do dzisiaj. Prawdopodobnie wówczas zamówiono u Paula Stankiewicza, także katolika, portret Carla Sprengela. Znalazł się on w Poczdamie, w Ministerium Rozwoju Rolnictwa, skąd B. Bulla dowiedziała się o jego istnieniu. Portret prawdopodobnie należał do instytutu w Resku, dlatego po gruntownej renowacji obrazu planowane jest wykonanie kopii oraz przekazanie jej do Polski.

Podczas swoich poszukiwań B. Bulla znalazła jeszcze wiele innych śladów, które wciąż można „dopracować”. W listach prywatnych Stankiewicza znajdują się wzmianki o kolejnych dziełach, które wciąż nie zostały odnalezione. Wciąż można oczekiwać, że zostaną ujawnione obrazy duchownych rzymskokatolickich z Wrocławia, którzy byli mecenasami Stankiewicza. Podobnie trwają poszukiwania obrazu jednego z duchownych, którzy działali przy poznańskiej katedrze - obrazu w Muzeum Diecezjalnym niestety nie udało się zlokalizować.

Co do śladów leszczyńskich… B. Bulla udało się ustalić, że w auli szkoły katolickiej wisiał obraz autorstwa Paula Stankiewicza. Więcej nie wiadomo, jednak można ustalić przynajmniej kilka szczegółów, jeśli nawet obrazu nie zdołamy odnaleźć.

Szkoła katolicka znajdowała się na przełomie XIX i XX w. w budynku dzisiejszego zespołu szkół na pl. Metziga. Szkoła ta pierwotnie była dużo mniejsza, została znacząco przebudowana i rozbudowana właśnie na przełomie wieków. Można przypuszczać, że po przebudowie, szkoła otrzymała aulę, w której zawisł obraz ofiarowany leszczyńskim katolikom przez cesarza. Nie wiadomo, co obraz przedstawiał, choć można przypuszczać, że był to portret kogoś z rodziny królewskiej. Jeśli tak – pozostaje sprawdzić, czy po tym, gdy Leszno znalazło się w granicach Polski, portret został wyrzucony, czy jak to bywało niejednokrotnie w naszym mieście, jako staroć został zarchiwizowany, schowane i zabezpieczany. Być może portret wciąż czeka na odkrycie na jakimś strychu albo w jakiejś skrytce? Być może leszczyńska przezorność i tutaj wygrała i obraz choć nieaktualny politycznie, stanie się aktualny artystycznie? Zachęcam do szukania!

Zdjęcia.:
okładki pierwszej i drugiej części książki o Paulu Stankiewiczu
z państwem Bulla w Górze
sklepienie nieodrestaurowanej kaplicy grobowej w Górze
z Brigitte Bulla oraz Waldemarem Warciarkiem w Poczdamie po prezentacji książki (W. Warciarek jest autorem wielu zdjęć, które wykorzystano w książce)
fragment absydy kościoła św. Piotra i Pawła w Poczdamie autorstwa Paula Stankiewicza



Zdjęcie: A co nam po tym? Zdjęcie: A co nam po tym? Zdjęcie: A co nam po tym? Zdjęcie: A co nam po tym? Zdjęcie: A co nam po tym? Zdjęcie: A co nam po tym?



ostatnie zmiany wykonane 2013-08-16 20:08:44
,






opis stopki