Marcin Błaszkowski


W Lesznie jest godzina 17:25:32
Mamy teraz zima.

Dziś jest Piątek 28 lutego 2020, Imieniny Ludomira, Makarego, Wiliany


Serwis używa cookies aby zapamiętać otwartą sesję i ewentualne dane o logowaniu. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Serwis nie zapisuje ciasteczek do profilowania reklam lub śledzenia użytkownika.



…. bo poszłam do lekarza



Bad Bertrich ma tysiąc mieszkańców. Tak, wiem – napisałem o tym już nie raz, a może już ze dwa razy. Nie wynika to jednak z faktu, że nie wierzę w siłę pamięci moich czytelników, ale powtórzenie wynika z tego, że sam się nad tym faktem zastanawiam. Poza kilkunastoma kamienicami wzdłuż głównej ulicy, w których powyżej handlowego parteru trudno wyśledzić ślady życia, w „miasteczku” znajduje się zaledwie kilkanaście domów. Mieszkańcy musieliby być pościskani w tych domkach, jak mieszkańcy wielopokoleniowych M2 za czasów późnego Jaruzelskiego, by miejscowość mogła osiągnąć aż tak zawrotną ilość obywateli. Wysuwam zatem hipotezę, że mieszkańców Bad Bertrich w Bad Bertrich nie ma.

Wydawało mi się, że moja hipoteza padnie w gruzach, bo po dwóch tygodniach pobytu w zdrojowisku poznałem jedną panią, która – owszem - tu mieszka. Jest to jedna z sekretarek w szpitalu. Jednak po krótkiej rozmowie okazało się, że moja hipoteza, nieco zachwiana, nie została zanegowana, ponieważ pani przeprowadziła się do miejscowości całkiem niedawno. Ma w ten sposób bliżej do pracy, a dzieci już się rozjechały i prowadzą swoje życie. Zatem czy uda mi się poznać kiedyś rodowitego mieszkańca Bad Bertrich jest, póki co, sprawą otwartą i nadziei tracić nie mogę.
 
Życie towarzyskie nie toczy się w obszarze internetu, bo ci, którzy tu pracują, raczej ze względów wiekowych, na wprawnych internetowych wyjadaczy nie wyglądają. Oczywiście mogę się pomylić i oceniać książkę po okładce, ale mam kilka sztuk zbroi, by się przed ewentualnym atakiem obronić.

Mianowicie w piekarni, o której już wspomniałem i pewnie nie raz wspomnę, kupując suszone jabłka i wiśnie w czekoladzie, nagle zostałem przedstawiony sprzedawcom przez koleżankę z pracy, która chwilę po mnie weszła do sklepu. Musiałem zabrać głos we własnej sprawie, wypowiedzieć się, przedstawić piekarzom, którzy z dobrotliwą miną pokiwali głowami, okazując akceptację wobec mojego przybycia do Bad Bertrich i włączenia się w tę zdrojową społeczność. Od tej chwili, przestałem być osobą anonimową. – Poznał mnie piekarz i jego żona. I tak musi nastąpić koniec z szalonym życiem nocnym i nieprzyzwoitym prowadzeniem się, co w praktyce oznacza, że światło w mieszkaniu powinienem wyłączyć przed północą.

Inną osobą kluczową dla mojego funkcjonowania w Bad Bertrich jest miła pani na poczcie. Wprawdzie nie przedstawiła mi się jeszcze ale mnie zna już na wylot. Odbiera dziesiątki listów na moje nazwisko, które przekierowuje na adres szpitala. Ze szpitala do pani na poczcie codziennie przychodzi goniec i odbiera przesyłki. Pewnie ilość poczty do mnie wysyłanej nie jest mała, albo może być wystarczająco duża, by goniec i pani z poczty na ten temat mogli wymienić uwagi. To upoważnia mnie do kolejnej hipotezy: stałem się przedmiotem debaty publicznej. No cóż: nie od razu Rzym zbudowano, więc zaczynam tak, jak mi zacząć pozwolono.

Pani z poczty dzisiaj niestety nie mogła odebrać ode mnie listu poleconego, który chciałem nadać. Zwykłego też nie mogła odebrać. Pocztę w Bad Bertrich zamknęła o 16:45 i zostawiła odręcznie napisaną kartkę na drzwiach. Sam fakt, że w zachodnich landach Republiki Federalnej, zamiast monitora z tzw fontannami informującym, że poczta z radością czeka na swoich klientów w najbliższej miejscowości położonej 15 km pod ostrą górę, znaleźć można odręcznie napisaną kartkę, jest swoiście ujmujące. Na kartce napisano, że pani z poczty musiała iść do lekarza i to było powodem odcięcia miejscowości od usług pocztowych.
 
Odnosząc list na pocztę w Bad Bertrich należy się liczyć z tym, że dopiero następnego dnia wyruszy on w drogę. Taki jest właśnie profil rynku usług pocztowych. Jednak jestem przekonany, że fakt zamknięcia poczty nie był i nie będzie przedmiotem debaty społecznej w Bad Bertrich. O ile sam sołtys nie był na poczcie, pewnie nawet się nie dowie o chwilowych przerwach w działaniu poczty. Jednak fakt, że pani z poczty musiała iść do lekarza, z pewnością poruszy miejscowością. W sumie pani nie mogła bardziej zadbać o PR w Bad Bertrich wywieszając taką wiadomość. Bo skoro poszła do lekarza, to pewnie jest chora. A jak chora – to na co? I czy długo? No i co się stanie z pocztą, gdyby musiała przestać pracować? No bo kto by pomyślał, by taka miejscowość zdrojowa nie miała poczty?! Pewnie jutro od tego zgiełku lekarsko-pocztowego będzie głośno, a może bardzo głośno. Zresztą okazji nie ma co tracić, bo nie wiadomo, co się w najbliższych tygodniach wydarzy. Wypada więc jutro wyskoczyć do piekarza po suszone jabłka, które nagle będą musiały się skończyć i skorzystać z okazji, by zasięgnąć języka, co słychać na poczcie.

Bad Bertrich, 15 kwietnia 2013 r.





ostatnie zmiany wykonane 2013-04-15 23:25:44
,






opis stopki