Marcin Błaszkowski


W Lesznie jest godzina 15:16:29
Mamy teraz zima.

Dziś jest Piątek 28 lutego 2020, Imieniny Ludomira, Makarego, Wiliany


Serwis używa cookies aby zapamiętać otwartą sesję i ewentualne dane o logowaniu. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Serwis nie zapisuje ciasteczek do profilowania reklam lub śledzenia użytkownika.



Fitness z widokiem na kurnik



W promieniu 40 km od Bad Bertrich nie ma żadnego większego miasta, nie licząc Wttlich, które i tak ma zaledwie kilkanaście tysięcy obywateli. Stąd powiat Cochem-Zell w Nadrenii-Palatynacie jest pod każdym względem prowincjonalny. To, co nawet w polskich miastach powiatowych jest normalnością, w wielu miejscowościach tego powiatu leżącego w zachodnim landzie potężnego kraju z zachodniej Europy, przedstawiane jest jako duża zaleta.

Pierwszym miastem położonym w pobliżu Bad Bertrich jest Bullay. Jest ono nawet niewiele większe od zdrojowiska, bo jeśli pierwsza miejscowość ma tysiąc mieszkańców, to druga nie osiąga nawet dwóch tysięcy. Jest to jednak bardzo ceniony ośrodek miejski, w którym koncentruje się wszystko, co jest potrzebne mieszkańcom powiatu w promieniu ok 10 km od Bullay. Miasto położone jest nieprawdopodobnie malowniczo – leży nad samą Mozelą, podobno niektóre domy bywają nawet zalewane. Miejscowość „wspina” się po górach, a tam, gdzie nie zbudowano niczego, rosną winogrona, z których wyrabia się słynne wina mozelskie, tylko nieco mniej sławne niż wina reńskie.

Bullay jest tak ważne między innymi z powodu dworca kolejowego. = Któż by pomyślał, że dworzec kolejowy może do dzisiaj stanowić o atrakcyjności miasta i o tym, że nieruchomości w tak małej miejscowości osiągają pułap cenowy porównywalny ze znaczącymi ośrodkami miejskimi?!

W Bullay, poza dworcem kolejowym, znajdują się także szkoły oraz aż dwa centra handlowe. Jedno znajduje blisko centrum, jeśli w tak wygórowany sposób można nazwać mały plac z fontanną, a drugie centrum handlowe zbudowano na szczycie góry, która leży po drugiej stronie Mozeli przyjmując orientację z Bullay jako referencyjną.

Ciekawostką Bullay jest także to, że czym wyżej nad rzeką znajduje się nieruchomość, tym jest ona bardziej ceniona. Wynika to nie tylko z tego, że na górze mieszkanie nie zostanie zalane przez rzekę, ale pewnie i z tego powodu, że widok na Mozelę rozpościerający się z domu może zapierać dech. Ci, którzy takim widokiem mogą się cieszyć po wyjściu z łóżka, mogą czuć się uprzywilejowani przez życie.
 
Bullay jest także o tyle wyjątkowe, że znajduje się tam klub fitness. Następny jest osiągalny dopiero kilkadziesiąt kilometrów dalej. Bullayskie studio sportowe znajduje się w bloku, na drugim piętrze. Trudno sobie wyobrazić, jak można mieszkać pod fitness clubem, gdzie wciąż ktoś przerzuca ciężary, ale – jak widać – jakoś temat rozwiązano. Budynek znajduje się bardzo blisko rzeki, obok podwójnego mostu. (Podwójny most to most o dwóch poziomach: na parterze jeżdżą samochody, na piętrze mostu – pociągi.) Z okien klubu fitness także rozpościera się widok na rzekę i na malownicze miasteczko. Patrząc jednak na podwórko otaczające budynek, łatwo można dostrzec, że w jego najbliższym otoczeniu znajduje się zagroda dla kur z kurnikiem.

Klub ten nie jest bardzo profesjonalny. Jest to rodzinna firma, prowadzona przez dwie osoby: małżeństwo (uwaga: dwupłciowe!). Zarówno wielkość klubu, jakoś sprzętu, wyposażenie sanitariatów nie jest może najlepsze, jednak wspomniane małżeństwo sprawia, że chce się tam przychodzić i że ćwiczący czują się tam, jakby przyszli w celach towarzyskich. Zachowanie właścicieli klubu udziela się tym, którzy przychodzą. Słuchanie muzyki z własnego mp3, co było normą w klubie, do którego chodziłem wcześniej, jest w zasadzie niemożliwe. Nie tylko właściciele firmy, ale i inni nieustanie przychodzą, żeby coś skomentować, opowiedzieć, zagadać, podzielić się wrażeniami. Jest to więc miejsce, w którym można zapoznać się z zaszłościami i osobistościami winno-górskiego miasteczka. Po pierwszym pobycie dowiedziałem się już o pewnym lekarzu z okolicy, który zarabiał tak dużo pieniędzy, że wysyłał swojego kierowcę po czereśnie do Frankfurtu nad Menem, czyli w podróż ok 120 km w jedną stronę. No ale to opowieść na inny raz, bo z kurnikiem wiąże się mało.



Zdjęcie: Fitness z widokiem na kurnik



ostatnie zmiany wykonane 2013-04-05 01:10:04
,






opis stopki