Marcin Błaszkowski


W Lesznie jest godzina 02:01:36
Mamy teraz zima.

Dziś jest Środa 26 lutego 2020, Imieniny Bogumiła, Eweliny, Mirosława


Serwis używa cookies aby zapamiętać otwartą sesję i ewentualne dane o logowaniu. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Serwis nie zapisuje ciasteczek do profilowania reklam lub śledzenia użytkownika.



Ludwig Kalisch - Kobiety

(fragment)

Talmud żywi wielki szacunek do kobiety i mówi o niej w niezliczonej ilości apoftegmatów . Oto zaledwie kilka: „Zejdź o stopień niżej, kiedy chodzi o to, by wybrać żonę; wejdź stopień wyżej, kiedy chcesz wybrać przyjaciela”. Oznacza to, że przy wyborze małżonki nie należy zwracać uwagi na bogactwo. - „Mężczyzna umiera tylko dla swojej żony, kobieta jedynie dla swojego męża”. Nikt inny bowiem nie czuje tej straty tak intensywnie. „Jeśli twoja małżonka jest niska, nachyl się i mów jej do ucha”. Oznacza to: mężczyzna nie powinien nie doceniać rady swojej małżonki, nawet wtedy, gdy nie jest ona wyjątkowo utalentowana. Tak, w Talmudzie można przeczytać, że Bóg dał kobiecie więcej zrozumienia niż mężczyźnie.

Wprawdzie nie brakuje także kąśliwych uwag na temat kobiet. Uczeni w Piśmie byli przecież mężczyznami; stąd wylewali nie bez radości swoje satyryczne pomyje na słabostki piękniejszej części ludzkości. Według rabina Elizera rozumienie kobiety nie wykracza poza kądziel i miał on odwagę, by pewnej damie powiedzieć tę niegrzeczną opinię w twarz.

Ktoś inny zapyta, dlaczego Bóg był tak okrutny, że odebrał Hiobowi wszystkie jego dobra, a zostawił mu właśnie jego żonę, co miało przecież pomnożyć jego nieszczęście, a temu odpowiada na pytanie w ten sposób, że Pan uczynił to ze zwykłego miłosierdzia; dlatego, gdyż postanowił, wszystko mu oddać, co mu odebrał, w podwójnej ilości, a wtedy miałby Hiobowi, jeśliby mu odebrał jego żonę, oddać dwie żony, co nie było by żadnym wynagrodzeniem za znoszone cierpienia, ale przeciwnie – było by to nowym i bardzo srogim nieszczęściem.

(...)

Poza rabinami także kabaliści utrudniali byt żydowskim kobietom poprzez tysiące nakazów, nad powodem których często nadaremnie łamano sobie głowę. Jeden z tych nakazów, który skrupulatnie wypełniała moja babcia, jest wystarczająco tajemniczy i niejednokrotnie zamęczał moją ciekawość. Co trzy miesiące i w zasadzie tylko w czasie zrównania dnia z nocą i przesilenia słońca otwierała pobożna matrona wszystkie spiżarnie i kładła na garnki wypełnione surową zwilżoną żywnością lub płynami, na butelki oraz na pozostałe naczynia zardzewiałe gwoździe, stare klucze i to, co niepotrzebnego z żelaza miała pod ręką. Kiedy zapytałem ją o przyczynę tego postępowania, odpowiedziała, że tak się robi, żeby żadna kropla krwi nie spadła na żywność. Jej uczoność dalej nie sięgała, a ja byłem tak samo mądry, jak i wcześniej. Po wielu latach dopiero dowiedziałem się, że ten kabalistyczny nakaz w pełni opierał się na zabobonie, iż na początku każdej z pór roku z górnych warstw powietrza opadają zagrażające zdrowiu krople krwi, a żelazo ma moc, by je unieszkodliwić. Także plaga krwi w Egipcie, los córki Jefty, a nawet mit o Adonisie odgrywają pewną rolę w tym zabobonie, który kabaliści przemycili za pomocą wszelkich etymologicznych i meteorologicznych bzdur pod przykrywką zaobserwowanych zwyczajów i dali wrogom Żydów powód do wyrażania nowych podejrzliwości. 

Można dostrzec, jak radość biesiadowania została Żydom odebrana i ile trudu i biedy spowodowali oni pobożnym gospodyniom domu. Do tego dochodziło wiele długich modlitw, które musiały zmawiać i które zabierały wiele czasu. Nie można było spożyć kawałka chleba ani łyka wody, by przed i po spożyciu tegoż modlitwą nie zadowolić niebios. Poza tym pobożna kobieta musiała nadzorować także modlitwy jej dzieci, szczególnie córek. Także zadania dobroczynne zajmowały jej czas. Biednym, którzy wstydzili się żebrać, należało pomóc, potrzebujących chorych odwiedzić, rodziny, którym śmierć zabrała kogoś bliskiego, pocieszyć. W dobroczynności ćwiczono się w skrytości; choć powierzano nierzadko dzieciom jej wypełnianie, by je same do szczodrości przyzwyczaić. Zatem moja babcia ze strony matki w każdy piątek oraz w wolny dzień świąteczny wysyłała mnie obciążonego wiktuałami dla kilku starszych pań. Jedna z takich matron, pewna daleka krewna mojej matki, w takich dniach była regularnie zaopatrywana w połowę kury, biały chleb i pewną kwotę pieniędzy. Zawsze się cieszyłem na to zlecenie i zawsze byłem wynagradzany błogosławieństwem starej mateczki. Kładła za każdym razem, podczas mojego pożegnania, chude, drżące ręce na głowie oraz przepowiadała mi wiele sławy i chwały bożej. Te przepowiednie nie spełniły się tymczasem. Sława wciąż pozwala na siebie czekać, a chwała boża podobnie się prezentuje. Współcześni nie upletli dla mnie wieńcy, a potomni nie będą o mnie wiedzieć więcej, niż ja wiem o nich. Dobrej woli jednak prorokini z pewnością nie brakowało i niech będzie jej w pełni chwała.
 

Komentarz.:

Powyżej fragementy rozdziału Kobiety powieści o żydowskim Lesznie z XIX w. napisanej przez Ludwiga Kalischa. Pierwszy fragment był dotychczas niepublikowany, drugi pojawił się na łamach Rocznika Leszczyńskiego w 2011 r.





ostatnie zmiany wykonane 2013-03-08 18:21:27
,






opis stopki