Marcin Błaszkowski


W Lesznie jest godzina 02:14:55
Mamy teraz zima.

Dziś jest Środa 26 lutego 2020, Imieniny Bogumiła, Eweliny, Mirosława


Serwis używa cookies aby zapamiętać otwartą sesję i ewentualne dane o logowaniu. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Serwis nie zapisuje ciasteczek do profilowania reklam lub śledzenia użytkownika.



Ludwig Kalisch - Synagoga


Zdarzało się także, że w soboty wieczorem lub w inne dni świąteczne można było posłuchać obcego pieśniarza z jego grupą. To była wielka przyjemność, którą nie można było się nacieszyć. Tym pieśniarzom, którzy przyjeżdżali z rosyjskiej części Polski, towarzyszyła sława. Mówiono o nich, jak o jakimś Lablache, Mario albo o Tamberlicku. Nigdy nie przyjeżdżali sami, ale zawsze w towarzystwie basu, jednego lub kilku tenorów śpiewających falsetem oraz z kilkoma chłopcami. Był to więc chór. Podczas określonych części nabożeństwa wchodził taki zapalony pieśniarz na bimę, czyli na estradę, która znajduje się w środku świątyni i gdzie odczytuje się Torę, i śpiewał utwory solowe z wszystkimi skomplikowanymi fioriturami, ładnie zaaranżowanymi koloraturami, cudownie wykonanymi trylami oraz pieszczącymi uszy kadencjami, po nim występował zespół. Synagoga przepełniona w taki dzień podobna była do Odeonu. Na to, że ci pieśniarze nie błyszczeli wyuczonymi technikami, nie należy zwracać uwagi w pierwszym rzędzie. Śpiewali arie operowe, które Bóg wie, gdzie podłapali albo słowiańskie melodie ludowe, a nawet własne kompozycje; więc chociaż ci ludzie nie mieli gruntownego wykształcenia muzycznego, mieli jednak jak większość Żydów wrodzony talent liryczny. Prawie każdy Żyd ma większy czy mniejszy zmysł muzyczny i bynajmniej nie jest to czysty przypadek, że tak wiele kompozytorów i, można powiedzieć, większość wpływowych artystów naszych czasów jest żydowskiego pochodzenia.
 
Kto gościł u swojego stołu takiego pieśniarza, był do głębi przepełniony dumą i mógł liczyć na wielu gości na deser. Podczas jego spożywania gość śpiewał mianowicie wiele pieśni. Jego towarzysze także chętnie korzystali z gościnności w zacnych domach i częstowali tym, co najlepsze z ich repertuaru. Jak Arion „z wybrzeży Tarentu” bogato obdarowani opuszczali ci pieśniarze miasto, by w jakiejś innej gminie zbierać pieniądze i wieńce laurowe. Dwa nazwiska, najbardziej znanych spośród nich, pozostały mi w pamięci, Kaszten i Majerle Iurberg. Dyletanci mówili o nich z najbardziej płomiennym entuzjazmem i z przekonaniem, że kolejne pokolenia nie usłyszą takich mistrzów, przy czym świergotali te melodie, które od nich zasłyszeli.
 
Komentarz.:

Powyższy tekst jest fragmentem rozdziału Synagoga książki pt Obrazki z moich lat chłopięcych żydowskiego pisarza z Leszna - Ludwiga Kalischa. Jest to książka z zabawnymi wspomnieniami dotyczącymi życia gminy żydowskiej w Lesznie. Jest to prawdopodobnie jedno z najważniejszych dzieł literackich dokumentujących duchowość Żydów polskich z terenów, które znalazły się w Królestwie Prus.

Pierwszy akapit powyższego fragmentu był opublikowany w Roczniku Leszczyńskim w 2011 r.





ostatnie zmiany wykonane 2013-03-04 23:32:04
,






opis stopki