Marcin Błaszkowski


W Lesznie jest godzina 01:15:15
Mamy teraz zima.

Dziś jest Środa 26 lutego 2020, Imieniny Bogumiła, Eweliny, Mirosława


Serwis używa cookies aby zapamiętać otwartą sesję i ewentualne dane o logowaniu. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Serwis nie zapisuje ciasteczek do profilowania reklam lub śledzenia użytkownika.



Ludwig Kalisch - Dalles


Pewnego razu przyszedł potrzebujący człowiek do jednego domu i poprosił o wsparcie. Pan domu i jego żona byli serdecznymi ludźmi; poprosili biednego gościa do stołu i posilili go najlepszymi kąskami. Po jedzeniu zapytał przybysz pana domu, czy nie zechciałby dać mu schronienie przez noc? Na to żona powiedziała do swojego męża:

- Na poddaszu jest wystarczająco dużo miejsca, aby ulokować przybysza.

Przydzielono więc zmęczonemu wędrowcowi schronienie.

Następnego poranka małżeństwo sądziło, że przybysz będzie kontynuował swoją podróż. Jednak ogromnie się zawiedli. Co więcej, przybysz przyszedł w czasie posiłku do pokoju, zasiadł przy stole i nie pozostawił niczego na talerzu. Po posiłku wrócił do przydzielonego mu pokoju na poddaszu.

Mijały kolejne dni, kolejne tygodnie, a przybysz, zamiast podziękować za gościnę, którą tak długo się cieszył, i ponownie złapać kij wędrowny, nadal przychodził regularnie do stołu, jadał zawsze z wielkim apetytem i szedł do pokoju na poddaszu. Mąż i żona byli z powodu owego nadużywania gościnności o tyle bardziej przerażeni, że sami w żadnej mierze nie znajdowali się w kwitnącym stanie, żyli raczej w niedostatku i sami prawie niczego nie mieli, by się pożywić. Poza tym byli tak dobroduszni i taktowni, że długo nie mogli się przemóc, by przybyszowi wypowiedzieć gościnę. Nadszedł w końcu czas, gdy nie było dla nich możliwe, by wyżywić tę trzecią gębę. Żona powiedziała zatem mężowi:

- Idź do przybysza i powiedz mu, że bez względu na wszystko nie możemy dalej oferować gościny.

Dla tego serdecznego człowieka była to trudna misja. Uspokoił się tymczasem, poszedł na górę do pokoju na poddaszu do przybysza i odezwał się do niego:

- Mój przyjacielu, udzieliłem ci gościny oddanie i uczciwie. Poprosiłeś mnie o schronienie na jedną jedyną noc, a ja nie miałem nic przeciwko temu, że zostałeś w moim domu przez kilka miesięcy i że dzieliłeś ze mną stół. Ale jest mi także równie ciężko, że muszę ci powiedzieć, iż nie mogę cię już dłużej u siebie zatrzymywać, ponieważ sam jestem potrzebujący, co więcej, mój niedostatek jest codziennie większy. Idź do jakiegoś zamożnego człowieka w sąsiedztwie, a on z pewnością nie odmówi ci schronienia.

Przybysz, który był wygodnie rozciągnięty na swoim posłaniu, uniósł się nieco i odpowiedział:

- To co mówisz jest prawe i słuszne. Ale zważ! Mój strój jest tak obcisły, że nie mogę się w przyzwoity sposób pokazać ludziom. Daj mi lepszy strój, a wówczas poproszę o pomoc u innych.
Mąż przyniósł swojej żonie słowa przybysza, na co ona powiedziała:

- Myślę, że lepiej zróbmy mu przyzwoity strój, aby sobie w końcu od nas poszedł, niż mielibyśmy go dalej utrzymywać.

Zawołali krawca, który odział przybysza, a teraz oczekiwali, że się tenże pożegna. On jednakże nie pożegnał się. Jadał, o ile mógł, z jeszcze większym apetytem. Czym więcej jadł, tym był większy, a czym był większy, tym więcej jadł. U tych prawych ludzi budził ogromne przerażenie. Pan domu przyszedł jednak znów do pokoju na poddaszu i powiedział do gościa:

- Mimo naszych bardzo ograniczonych środków uszyliśmy ci ubranie, jak sobie tego życzyłeś. Dlaczego się nie pożegnałeś, tak, jak obiecałeś?

- Krawiec spartaczył strój - odpowiedział przybysz. - Zobacz, jest dla mnie za krótki i za wąski.

W rzeczy samej strój nie był wystarczająco długi i szeroki i zacni ludzie kazali zrobić dla niego znacznie dłuższy i szerszy. Kiedy jednak gość także teraz nie szykował się, by opuścić dom, oboje poszli do niego na strych, gdzie ten znalazł dla siebie posłanie.

- Kazaliśmy ci ponownie – powiedział gospodarz – uszyć nowe ubranie, a mimo to nie odszedłeś!

- Ponieważ także ten strój jest za mały. - odpowiedział on. - Spójrzcie – kontynuował, podnosząc się – ubranie sięga mi zaledwie do kolan.

Oboje zobaczyli, ku swojemu przerażeniu, że przybysz osiągnął teraz niemal olbrzymią wielkość i że z tego względu ubranie było mu zdecydowanie za krótkie i zdecydowanie za wąskie.

- Kim jesteś? - wykrzyknęli oboje.

- Jestem Dalles (Ubóstwo) – odpowiedział tamten. - Kto nieuważnie udzieli mi schronienia, tego domu nie opuszczam już tak łatwo; szybko wyrastam na olbrzyma i potrzeba olbrzymiej siły, aby się mnie pozbyć.
 
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Powyższy tekst jest fragmentem rozdziału książki Ludwiga Kalischa Obrazki z moich lat dziecięcych. L. Kalisch był pisarzem żydowskim pochodzącym z Leszna. We wspomnianej książce opisał w ujmujący sposób życie leszczyńskiej gminy żydowskiej, zdradzając wiele szczegółów, których nie spisał żaden historyk. Znaleźć tam można wiele kwestii etnograficznych, które nigdzie indziej nie zachowały się, a zdradzają jak bogata była kultura żydowska w Wielkopolsce.

Książka w części została opublikowana w Roczniku Leszczyńskim, jeden z rozdziałów można posłuchać na stronie internetowej Telewizji Leszno. Jako całość książka powinna ukazać się w przyszłym roku z okazji 200. rocznicy urodzin L. Kalischa.





ostatnie zmiany wykonane 2013-01-26 22:59:28
,






opis stopki