Marcin Błaszkowski


W Lesznie jest godzina 16:38:32
Mamy teraz zima.

Dziś jest Piątek 28 lutego 2020, Imieniny Ludomira, Makarego, Wiliany


Serwis używa cookies aby zapamiętać otwartą sesję i ewentualne dane o logowaniu. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Serwis nie zapisuje ciasteczek do profilowania reklam lub śledzenia użytkownika.



Mit o leszczyńskiej tolerancji

...moja próba kopania w stereotyp

Mówiąc o historii Leszna jak mantrę powtarza się słowo „tolerancja”. Niestety w dużej mierze jest to mit. Społeczność Leszna nie różniła się w swej tolerancji od innych społeczności, jedynie uwarunkowania zewnętrzne wymuszały określone postawy. Mawia się, że to, jak większość traktuje mniejszość jest miarą rozwoju demokracji, a więc rozumie się – miarą rozwoju społecznego. Społeczność rozwija się nieustannie a to, co ją spotyka na jej rozwoju jest absorbowane i wytacza jej dalsze losy. Dzisiejsza sytuacja społeczna Berlina, odległego od granicy Polski mniej niż 100 km, jest diametralnie inną rzeczywistością w sensie integracji i tolerancji niż ta, jaką zastaniemy w Polsce.

Chciałbym jednak przytoczyć kilka subiektywnie wybranych faktów z historii Leszna, które raczej zaprzeczają mało refleksyjnemu hasłu o mieście tolerancji.

Kiedy do naszego miasta w XVII w. przybyła duża grupa egzulantów z Czech (braci czeskich) oraz ze Śląska (luteranów) nie potrafili oni stworzyć wspólnej parafii. Byli ze sobą w takich konfliktach, że właściciel miasta, Rafał Leszczyński, musiał w ordynacji miejskiej ustalić drobiazgowo podział ról, by nie doszło do konfliktów. Tą ordynacją wprawdzie udało się zewnętrznie utrzymać spokój w mieście, jednak jeszcze niemal 100 lat później – w 1710 r., gdy wybuchała dżuma skarżono się na złe traktowanie ewangelików o tradycji czeskobraterskich (rugowanie z cechów) i postrzegano dżumę jako karę za niesprawiedliwość ze strony luteranów.

Katolików nie było w Lesznie zbyt dużo na początku jego historii, ale i oni do tolerancji odnosili się z dystansem. Wystarczy przypomnieć, że kronikarze katoliccy o protestanckim Lesznie pisali, że mieszka w nim zaledwie 100 poczciwych osób (mieli oczywiście na myśli katolików). Spalenie Leszna przez wojska polskie (a nie szwedzkie!!!) można postrzegać jako ostateczny odwet kontrreformacji – kościoły ewangelickie w Poznaniu zostały spalone przez tłumy napuszczone przez jezuitów znacznie wcześniej, bo nie miały tak możnych protektorów jak miało Leszno w osobie Leszczyńskiego. Przypomnę, że król „tolerancyjnej Polski” zabronił odbudowy tych kościołów.
 
Żydom leszczyńskim też nie było łatwo. Mieszkańcy Leszna zazdrościli innym miastom przywileju królewskiego de non tolerandis Judei, czyli przywileju pozwalającego na zakaz osiedlania się Żydów w mieście. Król odrzucił wniosek mieszczan leszczyńskich. Ale czy był motywowany troską o rozwój miasta, czy może chciał osadzić ich jak największą grupę w małym, leżącym na skraju państwa „miasteczku” i zapobiec ich dalszej migracji? – Bardziej centralnie położony Piotrków Trybunalski taki przywilej otrzymał.

Gdy wybuchła dżuma w Lesznie, natychmiast oskarżono o nią Żydów. Upatrywano w nich tych, którzy handlując w dalekich stronach, muszą ją roznosić. Z początku wierzono, że chrześcijan ta zaraza nie dotknie, zresztą próbowano załatwić temat podejmując próbę wyrzucenia Żydów z miasta. Gdy nie chcieli się wynieść, zamknięto ich w getto.

Temat żydowski lub bliżej antysemityzm nie był jednak obcy Lesznu w XX w. W okresie międzywojennym wydawano w mieście gazetkę OSA, która otwarcie promowała hasła nienawiści wobec Żydów. Co więcej i… o ironio!... ubolewała ona nad nadmierną tolerancją wobec Żydów. Temat OSY jest przemilczany w historii Leszna, bo na podstawie relacji z tej gazety można wysunąć wniosek, że w naszym mieście to nie Niemcy, a Polacy byli aktywnymi antysemitami. Prawda, że niewygodny fakt?! W tej gazetce swoje ogłoszenia umieszczali „najzacniejsi” przedsiębiorcy międzywojennego Leszna finansując w ten sposób działalność antysemicką i popierając nienawiść międzywyznaniową. Jedną z tych osób był Józef Górecki! Poniżej umieszczam wybrane fragmenty z pierwszej strony, pierwszego numeru tej gazety. Wprawdzie można wszystkie jej wydania przejrzeć w Muzeum Okręgowym w Lesznie, jednak jest to tak obrzydliwa lektura, że trudno przez nią przebrnąć. Poniżej zamieszczam także swoje komentarze.

W Lesznie można nawet znaleźć swoisty „zabytek” antysemityzmu. Na ul. Narutowicza, w kamienicy o ceglanej fasadzie, przy wejściu można znaleźć napis „Żydy”. W tym budynku znajdowała się dobroczynna fundacja Sachsa. Napis prawdopodobnie powstał przy okazji nocy kryształowej, kiedy w Niemczech burzono synagogi oraz demolowano żydowskie sklepy. Cóż… należy się uderzyć w piersi i przyznać, że ten napis nie jest w języku niemieckim… ale niestety w polskim. Czy on nie przeszkadza nikomu poza mną?

 
OSA
Dwutygodnik poświęcony walce z żydostwem
Leszno, 10 października 1937
Nr 1, rok 1

Polacy!

Wróg wewnętrzny jest gorszy od zewnętrznego, a nim w Polsce jest – komunista żyd [1].
Nie możemy pozwolić i to stanowczo nie! – by się żyd w Polsce panoszył i dorabiał krzywdą Polaków, by siał zgniliznę, komunizm i demoralizację, wreszcie, by uważał Polaka za osobę drugorzędną[2].
Wieś polska jeszcze ufa żydom i daje się przez nich tumanić. Przeciwstawiamy się temu i wołamy do Was Polacy: Zbudźcie się!
Rozpoczynamy z dniem dzisiejszym wydawanie dwutygodnika poświęconego sprawie odżydzania naszego powiatu i prosimy Szan. Czytelników o wysłuchanie naszych uwag.
Jednocześnie zapowiadamy na dzień 10 października br. Na godz. 2-gą po południu w Sali Sokoła wielkie publiczne zebranie gospodarcze Str. Narod. Poświęcone głównie dla walki z żydostwem [3].
O liczny udział wszystkich Polaków prosi Zarząd
Wydawnictwo
 
Niemcy a żydzi w Polsce
Obserwując troskliwie tut. Żydów i Niemców, dochodzimy do wnioski, że wbrew „świętym” hasłem „Führera” o wrogim nastawieniu się do żydostwa i propagandzie rasizmu, dzieje się u nas coś zupełnie odmiennego [4].
Tam za granicą – nawet małe dziecko umie palcem wskazać: to jest sklep żydowski, tam nie wolno kupować, a u nas pomiędzy Niemcami a Żydostwem istnieje stosunek bardzo harmonijny [5].
Dlaczego więc tam są oni wrogo do siebie nastawieni, a tu w Polsce tworzą ideową całość tak pod względem towarzyskim, handlowym i politycznym [6].
Dlaczego w Lesznie przeważającą ilość właścicieli domów Niemców wydzierżawia mieszkania żydom? Znamy to skontaktowanie się i wypadki, że odmówiono mieszkania Polakowi, a oddano żydowi [7]. Znamy również tut. rodziny niemieckie kształcące dzieci swe w Niemczech mimo, że nadal się tu z żydostwem kumają. Czyżby wychowywano dzieci ich kosztem pieniędzy żydowskich? [8]
Udowodniono nielicznie w całej Polsce [9], że żyd – prócz setek innych łajdactwo – sieje komunizm i jest wrogiem Polski. Zatem kto Żyda popiera i toleruje, zasługuje na nazwę zdrady Ojczyzny[10].
Czyżby Niemcy tut. – gdy chodzi o wspólny interes – realizowali powiedzionkę „Vaterlandzką” – „Not kennt kein Gebot?” Chyba nie, bo większość tut. Niemców to ludzie majętni.
(…)
 
Komentarze do tekstów:
[1] W tej linijce wrogiem jest „komunista żyd”, a w kolejnych następuje uogólnienie i autor pragnie zwalczać wszystkich żydów.
[2] Zdanie pełne emfazy (czyli emocji), nie niesie żadnej informacji, jedynie buduje złość.
[3] Sokół w historii Leszna, jak dotąd był prezentowany jako organizacja sportowo-patriotyczna. Elementy antysemickie są przemilczane.
[4] Autor wyraża rozczarowanie, że Niemcy w Lesznie pozostają głusi na faszystowską politykę Hitlera. Człowiek o zdrowym rozsądku raczej by wyraził zadowolenie.
[5] Autor stawia w dobrym świetle patologiczne zachowania niemieckich dzieci i krytykuje normalność, otwartość, tolerancję.
[6] „ideowa całość pod względem towarzyskim” – to po prostu bełkot pełen nienawiści. De facto żydzi w zachodniej Polsce byli zintegrowanymi obywatelami Królestwa Prus. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę łatwiej nawiązywali kontakty z Niemcami, bo znali niemiecki, a polski – nie. Polski nie był przecież językiem urzędowym przez cały czas rozbiorów. Poza tym Leszno był miastem z bardzo małym udziałem ludności polskiej, więc i znajomość języka polskiego nie było żydom do funkcjonowania potrzebna.
[7] Owe „przypadki” mogły właśnie wynikać z tego integrowania się dwóch mniejszości niemieckojęzycznych wobec większości polskiej, która nagle napłynęła do Leszna.
[8] Niemcy kształcili swoje dzieci w Niemczech, ponieważ polityka szkolna Rzeczpospolitej w okresie międzywojennym była daleka od tolerancyjnej dla mniejszości narodowych. Polacy zmieniali obwody szkolne tak, by zmniejszyć ilość Niemców na danym terenie a tym samy uniemożliwić otwieranie niemieckich szkół według innych przepisów. Nauczycieli przesuwano w obrębie państwa. To obniżało poziom kształcenia mniejszości niemieckiej. Niemcy musieli także zdawać maturę na takich samych zasadach, jak Polacy i to po polsku. Taki poziom języka polskiego na początku istnienia państwa porozbiorowego był rzadkością wśród mniejszości niemieckiej.
[9] „udowodniono nielicznie” – co za bełkot, nieprawdaż? Jednak to, że „nielicznie udowodniono” nie przeszkadza, by uogólnić i wykorzystać do propagandy antysemickiej. Poza tym co udowodniono? Jak udowodniono, że „żyd jest wrogiem Polski”. Przecież znamy wielu żydów, którzy oddani byli i są Polsce.
[10] Jest to ewidentne nawoływanie do nienawiści na tle narodowym, czy wyznaniowym. Na szczęście zabronione przez Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej, zagrożone dzisiaj odpowiedzialnością karną.



Zdjęcie: Mit o leszczyńskiej tolerancji



ostatnie zmiany wykonane 2012-09-14 10:18:00
,






opis stopki