Marcin Błaszkowski


W Lesznie jest godzina 01:38:03
Mamy teraz zima.

Dziś jest Środa 26 lutego 2020, Imieniny Bogumiła, Eweliny, Mirosława


Serwis używa cookies aby zapamiętać otwartą sesję i ewentualne dane o logowaniu. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Serwis nie zapisuje ciasteczek do profilowania reklam lub śledzenia użytkownika.



Annemarie Müller

Drugi list z Jabłonnej
Jabłonna, 17.8.1947

Moi drodzy przyjaciele!
Z głębi serca dziękuję za długi list z 5.8, który bardzo mnie uradował! Wiedziałam, że przebywa Pan(1) w pobliżu Bingen, w tej pięknej okolicy, którą odwiedziłam samochodem z moim bratem w 1938 r. (Bad Kreuznach). Jest mi bardzo przykro, że tyle Pan chorował, a w szczególności, że Dore-Marie (2) zachorowała na serce. Oby Bóg dał pełnię zdrowia! Bardzo dziękuję za piękne słowa o gołębiu, które tak trafnie wyrażają moje przeżycia po śmierci Wolframa (3). Także poezja dobrego ojczulka Blaua (4) ucieszyła mnie, często o tym myślałam, jaką łaską była jego śmierć, i jak dobrze, że spoczywa w ziemi, w tej krainie, której był tak oddany, której służył z takim poświęceniem. Ten cmentarz prawdopodobnie także jest zniszczony, ale wydaje mi się to jednak pełne sensu, że spoczywa w poznańskiej ziemi. – Trumna mojego męża (5) także została zniszczona, jak wszystkie mauzolea dóbr ziemskich – nasi ludzie pochowali trumnę w ziemi. Z początku było to dla mnie straszliwie trudne – później znów doszłam do wniosku, że jest to wypełnione sensem, że spoczywa w swojej ziemi, dokładnie w miejscu, które ja przecież teraz z pewnością opuszczę.

To przeżycie związane z trumną mojego męża uczyniło mnie dojrzalszą – zawsze istnieje jedynie wyobrażenie tego, co najważniejsze – człowiek uczy się z głębokiego cierpienia zupełnie nowej oceny wartości rzeczy i wydarzeń. Powstaje wewnętrzna duchowość, jak i na tym buduje się całkowicie nowy człowiek – i wypełnia nieskończona wdzięczność, kiedy człowiek po doświadczeniu łez i modlitwy poniekąd otrzymuje bożą iskrę „rozwiązania” krzywd – jest to istotnie prawie wciąż Rozwiązanie – Uwolnienie – od wszystkiego – wszystkiego, co materialne, zwyczajowe – także często wyznaniowe, o ile chce się rozgraniczać – (co z innych powodów jest przecież zupełnie potrzebne, by pozostać przy konkretnym wymiarze – ale także by nawet odróżnić/Goethe: „Odnaleźć Cię w nieskończoności, należy „odróżnić” i wówczas powiązać”). Także zmarli giną. Wszystko ginie, by odnaleźć to na nowo u Boga.
 
Trwaj dumnie w czas smuty,
Gdyż kwitnie pęd suchy (6)
Nie kryje swej piękności
I wzmacnia w samotności. (7)
 
Te słowa bardzo pomagały, i wówczas, na samym początku marca 45 w więzieniu w Gostyniu
 
„Niech On z rzeczami mymi,
jak zechce, tak niech czyni,
w ojcowskie ręce składam los” (8)
 

Nie jestem zupełnie świadoma, co szczególnego napisałam do panny Lachmann (9). Codzienne zawieszenie stało się „kamieniem”, którego w wędrówce prawie w ogóle nie rozpoznaję a kiedy w listach czytam utyskiwania, zauważam inną płaszczyznę, na której teraz stoję, stać mogę. Sądzę, że my, którzy tu pozostaliśmy, jesteśmy w tym względzie często niezrozumiani. Są to częściowo wspaniali ludzie (rolnicy), którzy wszystko tutaj dla ojczyzny znosili, ze wzorową postawą. W ogóle „postawa”, to czym jest i być może, jest przeżyciem samym w sobie! Ile trudnych sytuacji dzięki niej człowiek przezwycięża! U mnie, z „damy” pozostała jedynie „postawa”, ale ona wciąż mi towarzyszyła. Od samego początku wymagałam od siebie, by „przyjmować” wszystko, prawdziwie od środka – tak wręcz z nakazu Bożego.

W pewnej pięknej książce „Człowiek, który się nie lękał” (10) napisaną przez Künkela (11) (psychologa) wyróżniono trzy rodzaje postaw wobec losu: 1/ przeciwstawianie się, 2/ rezygnacja, 3/ pozytywna afirmacja wszystkiego, co się zdarza – i tylko ta, urzeczywistniająca ostatni rodzaj, przezwycięża los. Jest to jednak możliwe tylko wówczas, gdy człowiek przyjmuje wszystko, co zesłane przez Boga! Mój mąż przyjął swoje ostatnie łoże, jak i podsumowanie życia słowami: „ w ostatecznym końcu życia chodzi o to, że człowiek uczy się, jak się pogodzić.” – Na tyle przyjęłam powszechne „Tak”, że „przyjmuję” każdą sytuację, każde zdarzenie, w razie konieczności zgadzam się na własną zagładę, zagładę naszej kultury itd. Bóg nie myli się, a jedynie nasz punkt widzenia jest zbyt wąski. Czym jest przecież nasza ziemia w kosmosie? Myślenie kosmiczne uwalnia nas od nas samych i czyni nas prawdziwie pokornymi. Taka była przynajmniej moja droga! Proszę pomyśleć, co przeżyłam! W Wielkanoc 45 przeczytałam cały Psalm 27. Pamiętałam jedynie pierwszy wers, który sama wybrałam do konfirmacji i później znów na ślub! Teraz czytam dalej – teraz wiem, dlaczego moja dusza tak bardzo się zmieniła, dalsze wersy to moja teraźniejszość! Z taką pewnością zna dusza, to, co nieznane, swoją drogę, swoją metafizyczną konieczność rozwoju. –

I tyle na dzisiaj „z nakazu Boga” drodzy przyjaciele. Mam nadzieję, że przed zimą przyjadę, jestem mimo wszelkich trudności głęboko zadowolona, że tutaj pozostałam. Wszystkim Wam wiele, wiele dobrego i z nadzieją na ponowne spotkanie w zdrowiu.
z poważaniem

Annemarie Müller


Przypisy.:

(1) List kierowany jest do ks. Martina Rutza, ostatniego ewangelickiego duchownego w kościele Krzyża w Lesznie
(2) Jedna z trzech córek ks. Martina Rutza
(3) Jedyny syn autorki listu, który zginął na froncie wojennym
(4) Paul Blau, ur. 15.05.1861 r. w Suhl, zm. 19.12.1944 r. w Poznaniu, teolog, poeta, biskup kościoła ewangelicko-unijnego w Wielkopolsce
(5) Mąż autorki listu był właścicielem dóbr ziemskich w Górznie
(6) Nawiązanie do Księgi Izajasza 11,1: Ale wyjdzie różczka z pnia Isajego, a latorostka z korzenia jego wyrośnie. Nawiązanie odnosi się do czasu oczekiwania na przyjście Jezusa
(7)W oryginale:
Lass alles los
erst wenn du blos
erblüht die Ros
im ewgen Schoos.
(8) W oryginale:
Er mags mit meinen Sachen
Nach Seinem Willen machen
Ich legs in Seine Vaterhand.
(9) Gertrud Lachmann jest adresatką innego, zachowanego listu Annemarie Müller, wysłanego z Jabłonnej. G. Lachmann nadzorowała bursę dla chłopców, synów właścicieli dóbr ziemskich z okolic Leszna. Bursa znajdowała się w budynku dzisiajeszego mezum, przy pl.Metziga, w Lesznie.
(10) W oryginale: Der furchtlose Mensch
(11) Hans Künkel ur. 1896, zm. 1956 r.

objaśnienia w przypisach: Renate Sternel & Marcin Błaszkowski





ostatnie zmiany wykonane 2011-01-10 22:45:41
,






opis stopki