Marcin Błaszkowski


W Lesznie jest godzina 12:13:21
Mamy teraz wiosna.

Dziś jest Wtorek 11 maja 2021, Imieniny Igi, Mamerta, Miry


Serwis używa cookies aby zapamiętać otwartą sesję i ewentualne dane o logowaniu. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Serwis nie zapisuje ciasteczek do profilowania reklam lub śledzenia użytkownika.



Stanisław Grochowiak „Plebania z magnoliami”


 
Agnieszka Dworniczak, autorka książki o Stanisławie Grochowiaku, wydanej w 2004 r. pisze na stronie „Morele i grejpfruty” o powieści „Plebania z magnoliami” następująco:
„[Powieść] opowiada o rozterkach księdza, który przetrzymuje na plebanii dziewczynę – komunistkę, ciężko ranną w wyniku napadu narodowców. Zataja on obecność chorej, obawiając się zemsty bandy i posądzenia przez milicję o współudział w napadzie.”
Cytuje ona także opinię prof. Jacka Łukasiewicza, który to nazwał przedstawiony w powieści konflikt moralny jako „jawnie fałszywy”. Profesor umieścił tę opinię w swojej książce „S. Grochowiak, Prozy”, wydanej w 1996 r.

W Wikipedii można się spotkać z jeszcze bardziej radykalną, negatywną opinią o tym utworze. Napisano mianowicie o powieści, że „nie była wolna od rozwiązań typowych dla powieści produkcyjnej. Opowiadała o walce klasowej na wsi na ziemiach odzyskanych; w centrum konfliktu bogatych kułaków z ideowymi komunistami autor umieścił duchownego – proboszcza Grzegorza”.

Od czasu opinii prof. Łukasiewicza minęło już 24 lata – niemal ćwierćwiecze. Jest to tak długi okres, że można się pokusić o przejrzenie tekstu na nowo i zdecydować się też na inne interpretacje.

Książka zainteresowała mnie głównie dlatego, że wpisuje się w interesujący mnie już od wielu miesięcy temat pogranicza wielkopolsko-śląskiego, zarówno w czasach, gdy oddzielało ono państwa, jak i wówczas, gdy przebiegało między regionami geograficznymi, czy jednostkami terytorialnymi. Sam życiorys Grochowiaka w tymże kontekście przyczynił się do mojego zainteresowania bo pochodził on z Leszna i jakiś czas mieszkał we Wrocławiu. Znał z dzieciństwa granicę polsko-niemiecką, zatem tzw. tereny odzyskane musiały być dla niego interesującym zjawiskiem. W powieści pojawiają się aspekty współżycia nowych mieszkańców ziem zachodnich z zasiedziałymi wielkopolanami. Całkiem uczciwie pokazuje, że pewne objawy nietolerancji pojawiały się z jednej i z drugiej strony. Choć jest to aspekt, który był główną przyczyną, dlaczego sięgnąłem po tę książkę, to jednak należy podkreślić, że „Plebania z magnoliami” nie jest o tym. Ta kwestia ma funkcję ukazania tworzenia się społeczności – zarówno poprzez zgodę, jak i konflikt. Nie tylko zwykli mieszkańcy tworzą tę społeczność. Rolę współtwórcy wspólnoty przejmuje kościół w postaci księdza Grzegorza, jak i państwo – w roli działaczy chcących stworzyć spółdzielnię produkcyjną, czy też przedstawiciele władzy.

Wydarzeniem, od którego rozpoczyna się narracja, jest znalezienie pobitej młodej kobiety. Jak się dowiadujemy kobieta była komunistką i została pobita przez narodowców. Ksiądz próbuje zgłosić sprawę na Milicję i ściągnąć pomoc medyczną na probostwo, jednakże zostaje zastraszony przez owych narodowców. Jako że się boi gróźb, pozostawia młodą kobietę pod niefachową opiekę uzdrowiciela wiejskiego. Kobieta nie umiera.

Sprawa nie wydaje się tak prosta, jak przedstawiała to Agnieszka Dworniczak. Konflikt wewnętrzny księdza, który ogarnięty strachem postępuje niewłaściwie i nie udziela odpowiedniej pomocy, owszem jest obecny w tekście ale ze względu na to, że kobieta ostatecznie nie umiera – przestaje być aktualny już na poziomie linearnym tekstu. Grochowiak zresztą ustami lekarza dezaktualizuje ten aspekt, bo mówi, że jeszcze nie jest za późno, że choć sprawa jest skomplikowana (złamanie podstawy czaski), to kobieta zapewne przeżyje. Zresztą ksiądz Grzegorz z powieści, po spowiedzi, daje jej infantylną pokutę, każąc jej zmawiać przez dwadzieścia dni trzy modlitwy „Zdrowaś Mario”. Dla czytelnika jest oczywiste, że grzechy kobiety są nieistotne a i pokutę ksiądz daje z przymrużeniem oka. Kobieta podczas rozmowy z księdzem opowiada, że straciła narzeczonego i z tego względu poczuła, że nie może nikogo pokochać. Przyznaje się do bezuczuciowych drobnych romansów i do infantylnych przekleństw. Jest to postać zagubiona, dla której bycie propagatorem komunizmu nie jest żadnym powołaniem, ani nie wynika „z potrzeby serca”. Jeśli wynika z czegokolwiek – to z potrzeby zagłuszenia bólu po stracie ukochanego i chęci zajęcia się czymś innym. Spowiedź kobiety nie obfituje w żadne istotne przewinienia.

Ksiądz Grzegorz nie jest stąd tzn. z tzw. ziem odzyskanych. Pojawia się nawet bardzo interesujące stwierdzenie jednego z mieszkańców wsi w odniesieniu do duchownego. Przypomina, że za Bugiem mieli innego, zaufanego księdza, któremu się można było spowiadać. Teraz niestety przyjdzie opowiedzieć swoje najbardziej intymne przewinienia komuś, kto nawet nie jest zza Buga. Co ważne ksiądz zza Buga zasługiwał w opinii tego człowieka na zaufanie ale jest on zarysowany jako ktoś, kto doskonale współpracuje z właścicielami ziemskimi utrzymując w ucisku i w posłuszeństwie ludzi pracujących dla ich zysku. Ksiądz Grzegorz, jakby nie było, znalazł się w innej sytuacji – na ziemiach odzyskanych nie ma właścicieli ziemskich, nie ma zatem sposobu i potrzeby, by uciskać mieszkańców miejscowości. Przynajmniej mogło by się przynajmniej tak wydawać. Owszem dochodzi do wsi do konfliktów na tle tworzenia spółdzielni. Dochodzi nawet do mordu, jednak całość dzieje się obok duchownego, ostatecznie nie bierze on w nim udziału. Dla mnie zaskakująca była jego dość obojętna postawa wobec zmarłego. Obojętna w tym sensie, że nie angażował się emocjonalnie w utratę tego człowieka a sam Grochowiak nie wysyła go na proszoną stypę ale mechanicznie z kościoła, wprost z nabożeństwa wysyła go na komisariat, by składał wyjaśnienia.

Ksiądz proboszcz był od czasu do czasu zmuszany do imprez towarzyskich w dekanacie. Podczas jednego z tych cap sztyków wśród duchownych wypływa temat współpracy z władzą. Wśród biesiadujących pojawiają się opinie, że kościół powinien prezentować misję znacznie bardziej uniwersalną niż doraźne zyski wynikające ze współpracy z władzą. Dekan odcina się od tego i opowiada się za współpracą z władzą, co księdza Grzegorza raczej razi. Tę kwestię warto zestawić z chwilą, gdy odchodzi z parafii i przekazując sprawy parafialne kolejnemu księdzu polecając mu, by współpracować. Jest to oczywiście zmiana poglądów księdza na ten temat. Chciałbym jednak dodać, że współpracę kościół-państwo, z mojego punktu widzenia, Grochowiak nie zarysowuje jako coś, co się przypomina, gdy się myśli o teczkach, o „księżach-patriotach”, raczej widzę to jako kwestię bardziej ogólną, czy zagadnienie etyczne. Należy pamiętać też, że mamy dzisiaj inną perspektywę czasową i wiemy też o innych rzeczach. Taką opinię wyrażam, bo Grochowiak przedstawicieli władzy komunistycznej w kontaktach z księdzem nie ukazuje jako tyranów. Jeden z milicjantów zwierza się księdzu z problemów z żoną, drugi nieco pajacuje stosując prymitywne techniki przesłuchań, ale duchowny świetnie sobie z tym poradził.

W powieści „Plebania z magnoliami” skłonność hierarchów kościelnych do związków z władzą jest uwypuklona. Jest to niemal testament odchodzącego księdza proboszcza. Zapewne stało się to przyczyną, że uznano powieść za produkcyjniaka. Jak pisałem na początku – mam zdanie odmienne wstawiając tekst Grochowiaka w dzisiejszą rzeczywistość. Posłużę się kilkoma cytatami:
„ [Dekan] Po przyjęciu starannie przygotowanych gratulacji zagonił wszystkich do stołu i wyciągnął z biurka numer pisma z artykułem o potrzebie łączenia katolicyzmu ze świadomą postawą socjalistyczną”. Czy to zdanie nie wydaje się aktualne, gdy zmienić ostatnie słowo na „narodową”?

„Obok księdza Grzegorza siedział wreszcie surowy, mądry ksiądz Wielecki. Młody, przystojny, głęboko przeżywający swe powołanie duszpasterz, od którego wszyscy księża stronili, zaniepokojeni siłą kontrastu. Ksiądz Wielecki nie poszukiwał zresztą przyjaźni. Lubił samotność.” – Czy dzisiaj księża zainteresowani przede wszystkim duszpasterstwem spotykają się z większym zrozumieniem w swoim środowisku niż pisał o tym Grochowiak niemal 70 lat temu?
Na wspomnianej uczcie dziekan mówił:

„- My, proszę czcigodnych księży, możemy mówić to lub tamto. Nam może się wiele podobać, a wiele nie. Ale czy nam się podoba, czy nam się nie podoba, historia pójdzie dalej. I pójdzie na lewo – co do tego nie ma dwóch zdań. Ja chciałbym w związku z tym zaapelować do księży o głęboką nieskażoną złą wolą ani czynnikami emocjonalnymi zadumę. Okrutny będzie bowiem los zacofanych, wlokących się w ogonie. Powtarzam: okrutny. Historia nie zna litości, bo rządzi się prawami, które nie mogą ulegać żadnej emocjonalnej presji. Historia jest racjonalna. Dlatego, proszę czcigodnych księży, dla dobra Kościoła i dla dobra nas samych wskazuję wam lewicę – lewicę jako drogowskaz. (…) należy nam się wypić toast za nowe drogi i nową misję Kościoła. A pogadać, pogadamy sobie przy skromnym posiłku…”.

O ironio! Czy dzisiaj powyższe słowa nie wydają się aktualne, gdy zmieni się słowa „lewica”? Czy racjonalny drogowskaz to nie toast a prawdziwa rozmowa to skromny posiłek? Jak zadziwiające i zaskakujące jest to, że racjonalność toastowa pozwala na współpracę nawet z narodowcami, których powieściowy ksiądz się bał i którzy nakłonili go do niegodnego postępowania. Jak mówi Grochowiak: „Okrutny będzie bowiem los zacofanych. (…) Historia nie zna litości. (…) Historia jest racjonalna.” Dostosować się zatem trzeba.

Wrócę jednak do „jawnie fałszywego konfliktu”, jaki miał się pojawić na kartach tej powieści. Z mojego punktu widzenia postać pobitej i chorej dziewczyny ma inna funkcję. To znaczy nie jest jedynie ofiarą, jakiej ksiądz pomaga nie dość szybko, wystawiając ją na ryzyko utraty życia, za co ostatecznie ma być przesłuchiwany i skazany. Myślę, że wypada połączyć dwie kwestie dotyczące księdza. W rozdziale „Msza” ksiądz wchodzi na ambonę i wygłasza kazanie. Wstępnie ma być ono profilowane na potrzeby części mieszkańców wsi. Ksiądz grzmi rozpoczynając od ukazania marności i zaprzaństwa obecnych w kościele. Wyzywa ich, że nie są godni Chrystusa. We wstępnej części kazania stawia siebie ponad braćmi i siostrami w wierze. Dopiero później zdaje sobie sprawę, że triumfując nad nimi w swoim mniemaniu popełnia grzech pychy. Nie zatrzymuje się jednak, mimo opamiętania. Dopiero znacznie później, gdy poproszono go o to, by udzielił spowiedzi chorej dziewczynie, która na tyle wydobrzała, że prowadzi z księdzem niemal ożywioną rozmowę, wtedy właśnie duchowny niby zadając pytania kobiecie, dokonuje spowiedzi przed nią oraz przed czytelnikiem. Ten fragment tekstu to przemiana księdza, może jego akt nawrócenia.

Tekst kończy się aresztem księdza. Postępuje on racjonalnie, nie oskarża milicjantów, czy milicji jako organu władzy. Nie buntuje się, godnie przyjmuje konieczność wydarzeń i poddaje się procedurze. Przekazuje nowemu duchownemu sprawy i w napiętej atmosferze zachęca go, by współpracował z władzą. Ten ostatni aspekt postępowania jest bardzo pojemny interpretacyjnie. Bo czy oznacza to, że ksiądz Grzegorz uległ namowom dziekana? Czy żałuje, że nie powiadomił o pobiciu kobiety przedstawicieli prawa i załatwia zaległe sprawy? Czy może chodzi o całkiem inną kwestię – o troskę o przystojnego młodego księdza? (Grochowiak dość wyraźnie podkreśla urodę duchownego, więc wnoszę, że miało to jakąś funkcję w tekście – bo ludzie piękni łatwiej przekonują tłumy?). Ostatecznie interpretuję, że ksiądz Grzegorz jest postacią przeżywającą dramat przemiany, czy nawrócenia patrząc na to z punktu widzenia chrześcijańskiego. Dramat polega na tym, że ten proces jest nikomu niepotrzebny, chyba nawet jemu samemu ciąży. Nie jest on potrzebny ani kościołowi, bo nie jest racjonalny, ani mieszkańcom, bo potrzebują oni mocnej ręki władzy duchowej a nie nauczyciela etyki chrześcijańskiej. A i milicji te przemiany nie są przydatne, bo z dochodzeniem nie mają nic wspólnego.

Podsumowując – nie zgadzam się na interpretację powieści Stanisława Grochowiaka jako powieści produkcyjnej. Dbałość autora o kwestie duchowości, dość mechaniczne potraktowanie sprawy pobitej kobiety i oficjalnych kontaktów z aparatem władzy na tę okoliczność, nie może być przypadkiem. Przekonany jestem, że jest celowym zabiegiem a powieść owszem, dotyczy konfliktu ale konfliktu wewnętrznego duchownego, który nie czując się gotów do pełnienia roli sumienia innych, o czym mówi, za późno dojrzewa do tego, by kierować choć własnym życiem. Po jego odejściu na wsi pozostaje kolejny nieprzygotowany duchowny, konflikt po morderstwie, milicja.



Zdjęcie: Stanisław Grochowiak „Plebania z magnoliami”



ostatnie zmiany wykonane 2020-09-01 20:44:30
,






opis stopki