Marcin Błaszkowski


W Lesznie jest godzina 20:44:37
Mamy teraz wiosna.

Dziś jest Sobota 30 maja 2020, Imieniny Ferdynanda, Gryzeldy, Zyndrama


Serwis używa cookies aby zapamiętać otwartą sesję i ewentualne dane o logowaniu. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Serwis nie zapisuje ciasteczek do profilowania reklam lub śledzenia użytkownika.



Ludwig Kalisch - Obrazki z moich lat chłopięcych

Powieść o żydowskiej społeczności Leszna z XIX w.

Opinia wydawnicza prof. Zbigniewa Kadłubka, dyrektora Biblioteki Śląskiej


Rybnik/Katowice, 19-23 grudnia 2014 roku


Opinia wydawnicza o książce Ludwiga Kalischa pt. Obrazki z moich lat chłopięcych w przekładzie Marcina Błaszkowskiego


Kim byłby w oczekiwaniu Autora przekładu oraz wydawców książki Ludwiga Kalischa odbiorca, czyli potencjalny czytelnik książki leszczyńskiego pisarza? – Zadajmy sobie najpierw takie pytanie. Z odpowiedzią się jednak nie śpieszmy. Mam nadzieję, że wybrzmi ona sama z tego, co poniżej napisałem. Ale pierwsza próba odpowiedzi na to pytanie mogłaby brzmieć w moim przekonaniu następująco: Mógłby to być przede wszystkim regionalista o zainteresowaniach literackich oraz historyk kultury łaknący wglądu i empatii z przestrzenią leszczyńską w XIX wieku.

Wglądu i empatii – według Olgi Tokarczuk oraz noblisty południowoafrykańskiego Johna Maxwella Coetzee’ego – możemy bowiem użyć jako swoistych narzędzi (w istocie sposobów poznawania i doświadczania świata) pomocnych w diagnozach i praktykach geopoetyckich (jako swoistej metody wypracowanej w atmosferze zwrotu przestrzennego w badaniach humanistycznych). Ta funkcja geopoetyki jest tutaj niezwykle ważna w odniesieniu do Obrazków Kalischa. Czytamy tę książkę poprzez wymiar tworzenia oraz filozofii kontaktu. Za chwilę poświęcę więcej miejsca geopoetyckiemu odczytaniu opowieści Kalischa. Warto jednak już teraz zaznaczyć, że geopoetyka byłaby tutaj najbardziej pożądaną rzeczniczką prozy Kalischa. Oferowałaby również poważną argumentację za wydaniem tekstu Kalischa. Wspierałaby nas, którzy pragniemy tę prozę pokazać dzisiejszemu światu i wydobyć autora z zapomnienia. Uobecnienie dawnego autora to przecież doniosły akt hermeneutyczny, wpisujący się w pracę tradycji. Nie da się nie zauważyć, iż książka Kalischa wpisuje się w leszczyńską tradycję – inaczej jeszcze: to dzieło jest leszczyńska tradycją.

Tekst Obrazków Kalischa z 1871 roku (ukazał się w Lipsku), a więc z późniejszej fazie jego twórczości, wpisując się w dialogiczną strukturę. Jest to tekst dialogujący i dialogiczny, jestem o tym przekonany: dawne rozmawia z dzisiejszym, inne ze swojskim, starość z młodością, żydowskość z chrześcijaństwem. To drugi aspekt, który trzeba wyraźnie podkreślić. Claude Tresmontant mówi w Eseju o myśli hebrajskiej, że „metafizyka biblijna jest metafizyką dialogu”. Zapamiętajmy tę konstatację w odniesieniu do tekstu Kalischa. I przytoczmy jeszcze fragment eseju Tresmontanta mówiący o tym, że metafizyka biblijnego typu, czyli metafizyka żydowska, działa na rzecz porzucenia myślenia o problemach w terminach pojedynczych i stara się wejść w bogatszą grę dzieła dokonywanego prze dwie wolności.

Ludwig Kalisch jako poddany króla pruskiego jest autorem języka niemieckiego (częściowo także języka francuskiego), piszącym głównie poza granicami odziaływania języka niemieckiego. Jest autorem dzieł pisanych zarówno prozą, jak i wierszem, a także szkiców i esejów literackich. Wymieńmy je: Barbiton oder Stunden der Muse (1836), Das Buch der Narrheit (1845), Schlagschatten (1845), Poetische Erzählungen (1845), Shrapnels (1849), Paris und London (1851), Heitere Stunden (1872), Bilder aus meiner Knabenzeit (1872), Gebunden und Ungebunden (1876), zbiór 19 esejów zatytułowanych Pariser Leben (1880). Jak widać, teksty Kalischa ukazywały się głównie w latach czterdziestych i siedemdziesiątych XIX wieku, przed i po rewolucji 1848 roku. Autor spotykał się w Paryżu z Heinrichem Heinem. Spisał rozmowy z nim prowadzone – w zbiorze esejów zatytułowanym Pariser Leben (Życie w Paryżu). To pokazuje, że jego kontakty ze światem literackim były żywe i że interesował się tym, co pisało się wówczas po niemiecku. Pisywał artykuły i krytyczne szkice do gazet francuskich i niemieckich. Zajmowała go też mocno przestrzeń miejska, prędkość miasta i jego kultura, o czym świadczy zbór komparatystyczny (gdyż tak go trzeba nazwać) poświęcony Londynowi i Paryżowi z 1851 roku zatytułowany po prostu Paryż i Londyn. To przecież pionierska praca – rzec można – wpisująca się w najnowszy trend urban studies. Oddawał się także aktywności translatorskiej. We Wrocławiu wystawiono Offenbacha Orfeusza w piekle właśnie w przekładzie Ludwiga Kalischa. Zresztą przekładał też inne libretta. Fakt, że Kalisch twórczo opracowywał przekłady librett, które do dzisiaj są używane przez niemieckie teatry, jest wiele mówiący.


Dlatego prostota Obrazków (Bilder aus meiner Knabenzeit) nie powinna nas zwieść (chociaż zwodzi skutecznie!). Autor prowadzi w mojej opinii retoryczną grę z czytelnikiem. Bowiem sporo tutaj stylizacji i zabiegów, które idealizują idyllę leszczyńską żydowskiej diaspory. Wydźwięk satyryczny, a nawet ironię można przypisać wielu passusom tej książki.

Przypomina może nieco Baśń mojego życia, czyli biografię J. Ch. Andersena (do czego nawiązuje zresztą nawet samym swym tytułem). Moja koleżanka dr Małgorzata Wójcik-Dudek, polonistka o zainteresowaniach judaistycznych, którą poprosiłem o lekturę tekstu Kalischa stwierdziła, że w zasadzie to nie są „obrazki z życia”, lecz laurki wystawione życiu. Cały tekst wpisuje się we wrażliwość romantyczną. Mógłby też ten tekst zafunkcjonować w szkole, według dr Wójcik-Dudek. W szkole bowiem brakuje takiego materiału wspomnieniowego. Są teksty literackie, publicystyczne spod hasła „jak goj widzi Żyda”, ale perspektywa żydowska w ogóle nie istnieje. A tu ją mamy, choć ugrzecznioną i infantylizującą odbiorcę. Autor grzecznie tłumaczy gojom swój świat, trochę się im przy tym podlizując. Tekst, jeśli znalazłby się na lekcji, wymagałby oczywiście dość gęstego komentarza. Autor to, co można ośmieszyć w Lesznie, ośmiesza, a wszystko w imię integracji i asymilacji. Ostatnie akapity trochę to tonują, bo pisze się o judaizmie jako o wartości budującej kiedyś wspólnotę, to i tak wiadomo, że pozostanie po niej tylko „osobliwa karta”, dodajmy ładna, ale martwa, bo jej bohaterowie woleli rozproszyć się i włączyć w budowanie innych narodowych wspólnot, dodajmy, ponadreligijnych. Tak podsumowuje swoje uwagi dr Wójcik-Dudek. Pamiętajmy zatem, że istnieje możliwość wykorzystania tekstu Kalischa w celach dydaktycznych. Poznajemy żydowski świat dziewiętnastowieczny, ale poznajemy go z nieco innej perspektywy. Multietniczny charakter tekstu wiele mógłby wnieść do edukacji szkolnej według dr WójcikDudek.

Ale w mojej opinii warto temu tekstowi dać szerszy kontekst – kontekst, o którym wspominałem wyżej, właśnie kontekst geopoetycki. Bo tutaj w tej Kalischowej narracji można odkryć – dzięki geopoetyckiemu modelowi lektury – ciekawe walory przestrzenne. Tę książkę warto czytać poprzez miejsce, następnie zaś miejsce, konkretnie Leszno, poprzez tę książkę. Byłoby to niezwykle atrakcyjne dla związków dzisiejszego mieszkańca Leszna z jego miastem, jego lokalnością, jego mała ojczyzną. Pozwala lektura książki Kalischa budować ów poetycki wymiar obcowania ze światem (poetic approach to the world), jak powie Norman Bissell, uczeń Kennetha White’a, szkockiego twórcy geopoetyki. Kalischa opowieść to praktyka geopoetycka w istocie. Troskanie się o miejsce. Twórcze odtwarzania przestrzeni i jej kreowanie. Związki lektury (bądź też aktu pisania) i miejsca są bezsprzeczne.

Kolejnym ciekawym tematem związanym z lekturą książki jest wątek, który nazwałbym świadomym gestem dehellenizującym. Blisko tu może Kalischowo do filozofii Jacoba Taubesa czy Waltera Benjamina. Ale przytoczmy fragment książki, który to potwierdza: „[…] wprawdzie w wieku męskim przez szereg lat nie wziąłem Biblii do rąk; jednak gdy ponownie ją przeczytałem, przekonałem się, że słusznie nazywana jest księgą nad księgami. Nie mam tu na myśli formy, ale jej treść. Czymże jest świat homerycki wobec biblijnego! Olimp ze swoimi bogami i boginiami jest bardzo ładny i pogodny. Ale to bóstwa nadużywają swojej nieśmiertelności i nie pozwalają, by w najmniejszym stopniu nędza śmiertelnych mąciła ich wieczną wesołość; są nawet pełni zazdrości, kiedy powodzi się jakiemuś śmiertelnikowi. Biorą stronę przeciwną ludom, ale nie są przy tym prowadzeni poczuciem sprawiedliwości, ale kaprysem oraz niskimi pobudkami. Zeus, bóg bogów, morduje swojego ojca i dopuszcza się niezliczonych niegodziwości, spośród których najmniejsze, o ile zostało by popełnione przez człowieka, tegoż doprowadziłoby na galery. Cóż to za łajdacki małżonek! A do jakich katastrof prowadzi jego łajdactwo! Ciska swoimi piorunami, kiedy ma zły nastrój. Kiedy jest radośnie nastawiony, potrząsa swoim ambrozjańskim dzwonkiem. Jest despotą, nieśmiertelnym Ludwikiem XIV, tak jak Ludwikiem XIV był śmiertelny Jupiter. Dwór na Olimpie nie prezentuje się lepiej. Bogowie i boginie mają swoich faworytów, których obsypują pięknymi podarunkami i nie oszczędzają żadnego z nieśmiertelnych nie okazujących im wystarczająco dużo szacunku”. Zauważmy: wyższość mesjańska żydostwa zostaje wyartykułowana z dumą. Bogowie Hellenów zostają ośmieszeni i obnażeni. Żałosna jest ich antropomorfizacja. Los grecki i grecki skrajny naturalizm są niczym wobec wielkości żydowskiego historyzmu, zdaje się mniemać Kalisch. Ale nie zapominajmy nawet teraz, że Kalisch będąc po urokiem poetyki operetki, przedstawia świat i swoje poglądy komediowo. Komedia ludzka (i zarazem boska) Kalischa buduje za każdym razem spokojny dystans, mówi do nas jak gdyby z oddali, pozwala czytelnikowi bez presji przemyśleć podstawowe relacje łączące człowieka ze światem i ze wspólnotą, w której przyszło mu żyć (wyznaniową, miejską, narodową, etniczną). Kalisch na pewno się bawi swą opowieścią, nie wpada prawie nigdy w ton dydaktyczny. Pouczenie Kalischa o dobru i postępie wypada raczej dyskretnie, lekko, inteligentnie, zabawnie.

W pewnym miejscu swej opowieści Kalisch pisze o chrześcijanach: „Chrześcijanie nie mają pojęcia o nierozerwalnym związku pomiędzy pobożnym Żydem a jego Bogiem, Bogiem jego ojców. Pomiędzy jednym a drugim panuje zażyłość, jakiej nie można znaleźć między wyznawcami żadnej innej religii. Głęboko wierzący Żyd postrzega siebie nie tylko jako członka narodu wybranego przez Boga, postrzega on także Jahwe jako Boga przez niego wybranego. Kocha go całym sercem i całą duszą, wychwala jego moc i wspaniałość w żywych, płomiennych psalmach, a czasami pozwala sobie nawet na łagodny zarzut i zwraca uwagę Panu zastępów na jego obowiązki, by nie wymierzał sprawiedliwości za bardzo radykalnie i by swoją złość zechciał ułagodzić. W samej Biblii znajdujemy takie ciche napomnienia”. Trzeba przyznać, że Kalisch z pasją kocha swoją religię i z pasją potrafi o niej pisać. Ta religia dla niego kulturowo działa, posiada zatem (szczególnie w tej prozie) silne odziaływanie kulturotwórcze i podmiotowe.

Podsumowując można powiedzieć, że wydanie książki Ludwiga Kalischa nie tylko będzie pożyteczne w kontekście lokalnym czy regionalnym (regionalistyka, regiologia, dzieje kultury) jako ważna książka służąca edukacji regionalnej. Dzieło Kalischa posiada przede wszystkim walory ogólnohumanistyczne, a także artystyczne. Wyprowadza czytelnika daleko poza Leszno, które w jakiś sposób zawsze pozostaje sercem świata dla Kalischa, ale rozprzestrzenia się swobodnie w strefie globalnej, szerokiej, dialogującej.

Konkluzja
Jestem głęboko przekonany o wielkiej wartości pracy Translatora, który podjął się przekładu dziwiętnastowiecznego tekstu niemieckiego zapomnianego leszczyńskiego autora. Rekomenduję tę pracę do druku z nadzieją, że szybko ujrzy ona światło dzienne.



Zdjęcie: Ludwig Kalisch - Obrazki z moich lat chłopięcych



ostatnie zmiany wykonane 2019-02-06 23:27:50
,






opis stopki